Wrock for Freedom – Hunter, Illusion, Sabaton (relacja)

Nie lubię poniedziałków. Jak większość z nas. Zdarzają się jednak takie, które zapadają w pamięć i z poweekendową smętną aurą niewiele mają wspólnego. Taki też był poniedziałek 29 sierpnia 2016 r., który z pewnością zapamiętają fani dobrego rocka. Tego dnia bowiem, w ramach imprezy wROCK for Freedom, swoimi występami uraczyły Wrocław rodzime formacje: Hunter i Ilussion, a także mający wielu zagorzałych fanów w naszym kraju – szwedzki zespól Sabaton.

HUNTER

Jako pierwszy na scenie pojawił się Hunter, natomiast pod sceną stawili się wierni fani zespołu i nie tylko. Zespół zgromadził sporą publiczność i nie ma się czemu dziwić, wszak istniejąca od ponad 20 lat formacja, nazywana swego czasu polską Metallicą, zdążyła przez ten czas wyrobić sobie markę i zaskarbić sympatię wielu „metalożerców”. Podczas koncertu można było usłyszeć utwory głównie z ostatnich płyt w dorobku Huntera, jak choćby „Śmierci śmiech” z albumu „HellWood”, czy „Trumian Show” pochodzący z LP „Królestwo”. Paweł „Drak” Grzegorczyk przypomniał również, że do jednej z piosenek Huntera („Labirynt Fauna”) teledysk powstał właśnie we Wrocławiu. Koncert trwał ok. godziny, nie obyło się rzecz jasna bez bisów w postaci minimum trzech utworów.

ILLUSION

Po Łowcach scenę opanowali muzycy Illusion, z Tomaszem „Lipą” Lipnickim na czele, nieco zdenerwowanym tego dnia – jak zwierzył się wokalista – bynajmniej na wrocławską publiczność. Frontmana zespołu najwyraźniej coś gryzło, co przełożyło się na muzyczną ekspresję, mającą swoją kulminację w utworze zatytułowanym „Solą w oku”. Koncert był dość przekrojowy. Nie zabrakło mocniejszych akcentów („Vendetta”, „Nikt”), przypomniano także m.in. „B.T.S”, „Na luzie” czy „To, co ma nadejść”, zagrano też kultowy utwór „Nóż”, który publiczność odebrała z ogromnym entuzjazmem.

SABATON

Z nie mniejszą euforią zebrani pod sceną powitali gwiazdę wieczoru – Sabaton. Plac słynnej zajezdni autobusowej przy Grabiszyńskiej (od ostatniego sierpniowego weekendu – już Centrum Historii Zajezdnia) wypełnił się dość szczelnie fanami szwedzkiego power metalu. Zespół cieszy się wśród Polaków ogromną popularnością, m.in. ze względu na teksty, w których są odniesienia do polskiej historii („40:1” opowiadający o bitwie pod Wizną, czy „Uprising PL” – o Powstaniu Warszawskim). Ale – ku zaskoczeniu wokalisty Joakima Brodéna – polscy fani, oprócz ww. utworów, doskonale znają twórczość Szwedów, co za każdym razem udowadniają, odśpiewując wspólnie niemal wszystkie piosenki na koncertach, nie tylko te z Polską w tle. Muzyk wyraził swój szczery podziw dla naszej publiczności, która ponoć z każdym koncertem jest coraz liczniejsza, a także zwierzył się, że „poducza” się polskiego „choć to taki skomplikowany język”. Świetnie zresztą władał polską łaciną (parę k*** poleciało), dziękował po naszemu i ochoczo spożywał piwo, zachęcony skandowaniem tłumu: „Jeszcze jedno piwo!”. Koncert, oprócz piwa, obfitował również w takie smaczki, jak wykonany (dość żartobliwie) przez gitarzystę Christoffera Rörlanda utwór „Wind of Change” z repertuaru Scorpions. W ogóle muzykom nie można zarzucić braku poczucia humoru, co znakomicie zresztą równoważyło dość patetyczny klimat muzyczny (rym niezamierzony). To zdecydowanie świetny band koncertowy (publiczność ich wprost uwielbia), a występ we Wrocławiu z pewnością był całkiem przyzwoitym show, z ogniem zionącym ze sceny włącznie. Był to mocny akcent na zakończenie tegorocznej edycji trwającego od soboty festiwalu legend rocka.

Autor: Joanna Michalska-Brożyna