The Rumjacks we Wrocławiu! (relacja)

Przeciętny fan rocka zapytany o australijskie zespoły jednym tchem wymieni… AC/DC. I ręczę, że niewiele więcej. Owszem, był INXS, Midnight Oil, Kylie Minogue, co sprawniejsze ucho wpadnie też na Nicka Cave’a, Dead Can Dance, a metalowe Deströyer 666. Ale to są wyjątki od reguły, które się stamtąd przebiły. Ostatnio do tych wyjątków dołączył celtic punkowy The Rumjacks, który znaczną popularność w naszym kraju zdobył za sprawą występów na festiwalu w Jarocinie czy na Woodstocku.

Pewnie dlatego europejska trasa ‘2016’ w polskim epizodzie zaznaczyła się aż sześcioma koncertami. My oglądaliśmy pierwszy z nich – we Wrocławiu. Jako support zagrały dziewczyny z zielonogórskiego Sharon. Oglądałem je kiedyś przed Castle i tu było bardzo podobnie. Rock alternatywny, gitarowy, pieprznie przyprawiony tatuażami na ładnych kobietach, które inspirują się chyba najbardziej Hole czy PJ Harvey jednak średnio pasował przed show wesołych punk rockowców, co odbyło się na frekwencji. Chociaż set sam w sobie był udany i bardzo sympatyczny.

The Rumjacks

fot. Henryk Michaluk

Przed samym The Rumjacks sala Firleja zapełniła się do ostatnich miejsc. Publiczność składała się przede wszystkim z ludzi, którzy przed miesiącem poznali zespół, dzięki jego występowi na Woodstocku, ale przybył też niemały tłumek rasowych punkowców uzbrojony w koszulki: od Volbeat przez The Hellacopters kończąc na Turbonegro.

Koncert The Rumjacks nie jest wdzięcznym tematem na wnikliwą i analizowaną pod wieloma kątami relację. Dlatego napiszę wprost – zabawa była przednia. Z szalejącą publiką tak samo po scenie wariował charyzmatyczny frontman Frankie McLaughlin, rozbrzmiał materiał ze wszystkich trzech płyt grupy, w tym najczęściej ten z promowanej właśnie „Sleepin’ Rough”.

The Rumjacks

fot. Henryk Michaluk

Rośnie poważna gwiazda na miarę Flogging Molly i Dropkick Murphys. Na razie występuje na festiwalach i w klubach, ale potencjał i energia biją od The Rumjacks z potężną siłą rażenia. Ja w każdym razie z przyjemnością wybiorę się na każdy ich następny koncert, co też polecam uczynić każdemu – bo po prostu warto.

Autor: Paweł Kuncewicz