Tiebreaker, Dead Lord i The Vintage Caravan. 6 marca 2016, Warszawa.

6 marca w warszawskiej Hydrozagadce wystąpiły trzy ciekawe skandynawskie zespoły: Tiebreaker, Dead Lord i The Vintage Caravan.

Norwegowie z Tiebreaker zagrali bardzo przyjemny koncert. Thomas Espeland Karlsen śpiewał raz delikatnie, raz mocniej i z chrypką. Jego głos bardzo dobrze łączył się z warstwą instrumentalną, w której dało się wyczuć lekko bluesowy feeling, ale przede wszystkim po prostu rock and roll. Nawiązania do rocka psychodelicznego ten zespół ma subtelne, ale nie nudne. Tiebreaker wypadli nienachalne, świeżo, z werwą i z charakterem. Plus dla wokalisty za grę na harmonijce i zejście ze sceny do publiczności.

Tiebreaker

Tiebreaker / fot. Rafał Klęk

Szwedzki zespół Dead Lord można chyba określić jako kapelę dość retro rockową. Po Tiebreaker, potrzeba było chwili, żeby przyzwyczaić się do specyficznego, choć ciekawego głosu wokalisty. Fajnie zabrzmiał zwłaszcza Hammer to the heart, z refrenem, który w lekko zmienionej aranżacji byłby niemalże powermetalowym hitem. Nie zabrakło solówki na perkusji i prześcigania się w gitarowych riffach. Dead Lord zagrali żwawo, dając publiczności dużo pozytywnej energii.

Dead Lord

Dead Lord / fot. Rafał Klęk

The Vintage Caravan to zespół, który ma już w Polsce sporo fanów, między innymi dzięki supportowaniu grupy Europe. Występ Islandczyków rozpoczął się utworem Babylon. Po nim usłyszeliśmy Craving, którego fragment „we’re great together, like rock and leather” wykonany na żywo na długo zapadł mi w pamięć. Już te dwa kawałki wystarczyły, żeby rozgrzać publiczność. Było widać, że muzycy lubią to, co grają i że dawali z siebie wszystko. W Hydrozagadce zabrzmiał też między innymi Innerverse – wpierw wolny i balladowy, potem szybki i psychrockowy, oraz Crazy horses – ze świetnym intro na perkusji. Następnie szybki i rytmiczny utwór Cocaine Sally i zmienny, nieprzewidywalny Last day of Light. Na koniec The Vintage Caravan zagrali oczywiście świetny utwór Expand your Mind.

Vintage Caravan

The Vintage Caravan / fot. Rafał Klęk

Trzeba przyznać, że wszystkie zespoły były naprawdę nieźle nagłośnione, zwłaszcza jak na trudne warunki akustyczne Hydrozagadki. The Vintage Caravan grali najgłośniej, z pewną stratą dla brzmienia, ale nawet mimo tego, koncert było słychać naprawdę dobrze. Trzy grupy grające w pewnym sensie retro, wypadły w Warszawie wcale nie archaicznie, a świeżo i dynamicznie. Naprawdę warto wybrać się na ich koncerty.

Katarzyna Ryzel