Luca Turilli’s Rhapsody, Iron Mask, Asylum Pyre Warszawa (relacja)

Luca Turilli’s Rhapsody, Iron Mask, Asylum Pyre, 24.01.2016, Proxima, Warszawa

W warszawskiej Proximie 24 stycznia odbył się koncert Luca Turilli’s Rhapsody, poprzedzony występami francuskiej grupy Asylum Pyre oraz założonego w Belgii zespołu Iron Mask.

Grupa Asylum Pyre może nie grzeszy oryginalnością, ale wypadł w Proximie przyjemnie. Wokalistka dysponuje niezłym głosem, miała też fajny kontakt z publicznością. Co więcej, na żywo jej francuski akcent nie uderzał aż tak, jak w nagraniach. Dobrze zabrzmiało zwłaszcza These Trees z dość chwytliwym refrenem. Jeden z utworów – wykonany na koniec Unplug My Brain – mocno odróżniał się od pozostałych kawałków wręcz dyskotekowym rytmem, który live wyraźnie zdominował inne elementy kompozycyjne.

W Iron Mask zamiast Dushana Petrossi, na wokalu wystąpił pochodzący z Portugalii Artur Almeida. Poradził sobie bardzo dobrze. Występ publiczności się podobał, choć ja nie mogę oprzeć się wrażeniu, że zespół brzmiał jakoś nieskładnie, że linie melodyczne poszczególnych instrumentów wciąż się zagłuszały, co może wynikać z faktu, że tego wieczoru w Proximie wszystkie zespoły ustawiono naprawdę głośno. Przy większej frekwencji, muzyka może lepiej by się rozchodziła, ale wobec naprawdę skromnej ilości osób zgromadzonych w niedzielę w klubie, dźwięki mocno rezonowały od ścian. Na szczęście fragmenty, w których razem z wokalistą śpiewali gitarzysta i basista brzmiały świetnie i dla mnie ten koncert uratowały.

IRON MASK

Fot. Andrzej Olechnowski

Wreszcie Luca Turilli’s Rhapsody. Muzycy byli w formie, a Alessandro Conti śpiewał bez wysiłku. W kilku utworach wspierał go dwuosobowy mieszany chórek, ale i tak dużo fragmentów leciało „z taśmy”.

Większość fanów czekała na utwory „starego” Rhapsody – i się nie zawiodła. Nie zabrakło nawet nieśmiertelnego Emerald Sword. Wbrew moim sceptycznym obawom, również kompozycje z najnowszej płyty Turilli’ego i spółki, Prometheus, Symphonia Ignis Divinus, wypadły całkiem nieźle. Należy tu pochwalić wykonania Rosenkreuz (The Rose and the Cross), Il cigno nero (Czarny łabędź) i tytułowego Prometheusa.

Luca Turilli’s Rhapsody

Fot. Rafał Klęk

Członkowie Rhapsody pod wodzą Turilli’ego po prostu świetnie bawili się na scenie. Jeśli wykonywanie muzyki cieszy zespół, to najczęściej cieszy i publiczność. Tak było i w Proximie, a atmosfera na scenie przełamała nieco pompatyczność najnowszego albumu grupy. Jeśli ktoś lubi taką muzykę, nie wyszedł z koncertu zawiedziony, nawet jeśli został nieco oszołomiony wolumenem występów.

Zapraszamy do galerii zdjęć z koncertu Luca Turilli’s Rhapsody, Iron Mask i Asylum Pyre we Wrocławiu i w Warszawie.

Katarzyna Ryzel